System tam przeciwpowodziowych

Już za pięć lat zacznie działać system ruchomych tam przeciwpowodziowych niosących ratunek Wenecji przed niszczycielską siłą wody z 45-kilometrowej sieci kanałów. Powinien być gotowy w 2012 roku. Gdy zbliża się ogromny, 240-metrowy kontenerowiec z ciężkim ładunkiem, przesmyk Malamocco, jedno z trzech wejść do Laguny Weneckiej, zaczyna się zamykać. Kolejno, po cztery naraz, podnosi się dziewiętnaście ruchomych zapór, chroniących lagunę przed wzburzoną wodą Adriatyku. Do niedawna silne prądy i podmuchy wiejącego z południa wiatru sirocco, osiągającego prędkość dwudziestu węzłów, pchały fale morskie do szturmu na Wenecję. Od jesieni 2012 roku miasto będzie zabezpieczone na co najmniej jeden wiek. To na razie tylko symulacja, jednak dostatecznie przekonująca, aby zrozumieć, co stanie się za pięć lat, kiedy gigantyczna i niezwykła budowa ruchomych tam zostanie zakończona.

Kapitan Lauro Celentano, który kieruje centrum symulacji, stoi przy wirtualnych sterach kontenerowca. Z wysoko umieszczonego mostka widok jest imponujący. Na ekranie widać, jak kontenerowiec mija efektowną czerwoną latarnię i wpływa do spokojnej strefy osłoniętej przez łukowato wygięty falochron. Jego betonowe legary zostały ułożone z milimetrową dokładnością. Dwa holowniki przejmują teraz statek i przeprowadzają go przez śluzę. Operacja trwa trzy kwadranse. Pilotowi pozostaje tylko doprowadzenie jednostki do nabrzeża portowego, przez dziesięciokilometrowy, dobrze oznakowany światłami kanał żeglugowy.

Śluza jest już w trakcie budowy. Ogromne żurawie umieszczają na dnie morza stalowe słupy o wysokości 37 metrów. Czuwa nad tym system GPS. Na ziemi i na morzu, wszędzie widać koparki, ogromne spychacze, dźwigi z potężnymi chwytakami, które na dnie morza układają wielkie kamienne bloki. Sto trzydzieści jednostek pływających uwija się bez przerwy w trzech przesmykach. Projekt, nad którym dyskutowano przez czterdzieści lat, zwalczany zaciekle z niejasnych powodów przez obrońców środowiska, przekroczył już punkt, z jakiego nie ma odwrotu.

Zniszczenie tego, co już zostało zrobione, a wykonano 31 proc. prac, byłoby szaleństwem. Jedyną przeszkodą, która może opóźnić ich zakończenie, są finanse - mówi Maria Giovanna Piva, przewodnicząca Magistrato Alle Acque di Venezia, agencji rządowej odpowiedzialnej za zarządzanie sprawami związanymi z wodą w Wenecji. Ta powstała w 1501 roku, a unowocześniona w ubiegłym stuleciu szacowna instytucja, której siedziba mieści się nad Canale Grande, ma ogromny wpływ na życie miasta. Już w dawnych czasach dzięki swojemu Magistrato Republika Wenecka przeznaczała ogromne sumy na obronę przed morzem. W XVII wieku zmieniła bieg rzek Piave i Brenty oraz innych dopływów. W 1604 roku zamknęła północne ramię Padu i zmusiła tę wielką rzekę do przesunięcia swego ujścia do morza na południe. Gdyby tego nie zrobiono, rozlewająca się na powierzchni 500 km2 Laguna Wenecka przestałaby istnieć. Dziś czyha na nią inne niebezpieczeństwo: ocieplenie klimatu. Laura Carbognin, specjalistka od klimatologii w Krajowym Centrum Badań (CNR) uważa, że poziom wód w Adriatyku może się podnieść o 23 do 30 centymetrów.
System ruchomych tam znany jest pod nazwą MOSE. To skrót od Modulo Sperimentale Elettrodinamico (Eksperymentalny Moduł Elektrodynamiczny). System został zaprojektowany, aby zapobiec skutkom podniesienia się poziomu morza nawet o 60 cm. Uwzględniono długoterminowe prognozy wyjaśnia Alberto Scotti, główny koordynator projektu. Szybka realizacja MOSE stała się konieczna: słona woda przyspiesza erozję fundamentów, narusza skarpy brzegowe, powoduje pękanie murów z cegły, zanieczyszcza wody gruntowe, osłabia konstrukcje kościołów i pałaców. W ciągu jednego stulecia miasto straciło już 23 centymetry wysokości. Aby uratować Wenecję, zastosowanie ruchomych zapór było konieczne. Wszystkie inne rozwiązania wydają się nieracjonalne potwierdza belgijski profesor Philippe Bourdeau, jeden z pięciu "mędrców”, z którymi konsultował się w 1997 roku Romano Prodi. Inna zaleta: z przewidywanych w budżecie 4,27 mld euro, z których 1,58 miliarda już zaangażowano, projekt kosztuje mniej w przeliczeniu na metr kwadratowy zbudowanej tamy niż podobne prace podjęte w Sankt Petersburgu, Rotterdamie czy na brzegach Tamizy – podkreśla inżynier Scotti. Jeden z ostatnich krytyków, mer Wenecji Massimo Cacciari, wreszcie się z tym pogodził. - Mówiłem wielokrotnie, że chodzi tu o inwestycję niepotrzebną i kosztowną. Silvio Berlusconi podjął decyzję o jej realizacji w 2003 roku. Ten rząd wziął na siebie odpowiedzialność za jej kontynuowanie. Kości zostały rzucone - stwierdził.

Najbardziej imponująco wyglądają prace przy przesmyku Lido. Po minięciu fortu Saint-Andrea, który bronił kanału przed inwazjami Maurów i w którym był więziony Casanova, czuje się wiatr od pełnego morza. Przesmyk ma 800 metrów szerokości i około dziesięciu metrów głębokości, a przystosowany został do żeglugi w połowie XVIII wieku. Na potrzeby projektu na jego środku utworzono sztuczną wysepkę. Będzie ona podpierać dwa rzędy ruchomych tam (ogółem dziewiętnaście w tym miejscu), które zamkną lagunę w razie wysokiej wody.

Mózgiem systemu stanie się za dwa lata Arsenał. Konsorcjum Venezia Nuova, grupujące pięćdziesiąt przedsiębiorstw, które jest generalnym wykonawcą, będzie tam miało swoją siedzibę. Zatrudni 800 osób: inżynierów, ekonomistów, klimatologów i naukowców ze wszystkich dziedzin - mówi dyrektor centrum. Siedem opuszczonych od dłuższego czasu bliźniaczych hangarów z epoki austriackiej zostało elegancko odrestaurowanych. Obok znajdują się doki remontowe. Architekci prześcigali się w pomysłach, jak zagospodarować pomieszczenia użytkowe wewnątrz centrum. Współczesne dzieła wprowadzają tu nowy klimat: stalowe poczerniałe wieże przypominające kominy, popękane kamienie w kształcie organów, pachołki do cumowania zapowiadają Wenecję jutra.

travelforum.pl / LEFIGARO, 2009-01-06
© 2010-2017
sql: 3 time: 0.019116878509521 sec